Tak można podsumować najnowsze informacje dotyczące afery Zondacrypto, w której tysiące Polaków straciły setki milionów złotych. Według ustaleń WP.pl jednym z głównych źródeł informacji o rzekomych rosyjskich powiązaniach kryptogiełdy miał być człowiek oskarżony o udział w grupie wyłudzającej VAT na interesach z Rosjanami oraz o płatną protekcję.
Chodzi o Krzysztofa K., który – jak opisuje Wirtualna Polska – miał przekazywać śledczym informacje dotyczące domniemanych rosyjskich wpływów wokół Zondacrypto. Mężczyzna jest oskarżony o udział w grupie przestępczej zajmującej się wyłudzaniem VAT oraz o przyjęcie 300 tys. zł za powoływanie się na wpływy. Według medialnych ustaleń przyjął go ostatnio w swoim gabinecie naczelnik śląskiego wydziału Prokuratury Krajowej Marek Wełna.
Zondacrypto i Rosja. Coraz więcej sprzeczności
Nowe kontrowersje wywołała wypowiedź ministra Tomasza Siemoniaka w TVP Info. Szef MSWiA podważył wcześniejszą narrację dotyczącą rzekomych związków Zondacrypto z rosyjską mafią tambowską.
W przeciekach kierowanych do wybranych redakcji miały pojawiać się sugestie, że Rosjanie weszli do spółki już w 2018 roku.
Tymczasem Siemoniak stwierdził, że nie ma dowodów na działalność rosyjskiej mafii, a jedynie „oceny służb” oparte na przesłankach. Dodatkowo minister wskazał, że kwestie rosyjskich wpływów miały pojawić się dopiero w czasie zmiany marki BitBay na Zondę i później Zondacrypto, czyli na przełomie lat 2021-2022.
Dalsza część tekstu pod wpisem.
‼️WAŻNE‼️
❌Posypała się narracja o „rosyjskiej mafii” w Zondacrypto po występie @TomaszSiemoniak w TVP INFO.
❌Albo @ABW_GOV_PL okłamało w grudniu @donaldtusk, albo @donaldtusk okłamuje od grudnia Polaków w sprawie Zondacrypto.
❌TO JEST MOCNE: Minister Tomasz Siemoniak za… pic.twitter.com/bIMtXtCDuv— Szymon Jadczak (@SzJadczak) May 15, 2026
To stoi w sprzeczności z wcześniejszym przekazem służb i rodzi pytania o wiarygodność całej operacji informacyjnej prowadzonej wokół sprawy.
WP: źródłem miał być oskarżony o wyłudzenia
Najbardziej kompromitujący dla państwa może być jednak wątek samego informatora. Z ustaleń WP.pl wynika, że kluczowe informacje dotyczące rosyjskich powiązań mogły pochodzić od osoby oskarżonej o przestępstwa gospodarcze związane z handlem rosyjskim granulatem.
To właśnie na podstawie takich relacji budowano później medialną narrację o rosyjskich wpływach i „mafii tambowskiej”. Problem w tym, że sama mafia tambowska od lat uznawana jest za strukturę rozbitą i praktycznie nieistniejącą w dawnej formie. Coraz więcej wskazuje więc na to, że opinia publiczna mogła być karmiona sensacyjną narracją bez twardych dowodów.
Polacy stracili ogromne pieniądze w Zondacrypto
W cieniu politycznych sporów pozostaje najważniejszy aspekt całej sprawy – dramat ludzi, którzy stracili pieniądze. Według szacunków użytkownicy Zondacrypto mogli stracić setki milionów złotych.
Pojawiają się pytania, dlaczego państwo i służby przez lata nie reagowały skutecznie na sygnały ostrzegawcze oraz czy dziś próbuje się przykryć własną bezradność opowieścią o rosyjskich wpływach? Krytycy działań państwa wskazują, że zamiast realnej ochrony obywateli pojawiły się polityczne przecieki, medialne gry i zmieniające się wersje wydarzeń.
Coraz głośniej o komisji śledczej
Narastające sprzeczności sprawiają, że coraz częściej pojawiają się wezwania do powołania komisji śledczej. Miałaby ona wyjaśnić zarówno rzeczywiste okoliczności działalności Zondacrypto, jak i rolę służb specjalnych oraz prokuratury w budowaniu narracji o rosyjskich wpływach. Afera Zondacrypto staje się dziś nie tylko aferą finansową, ale także symbolem chaosu państwa Donalda Tuska, nieskuteczności służb i możliwego politycznego wykorzystywania informacji operacyjnych.
