13 października 2026 roku policja, prokuratorzy, biegli i lekarze weterynarii wkroczyli na teren prywatnego ogrodu zoologicznego w Łącznej, w gminie Mieroszów. Zatrzymano pięć osób związanych z kierownictwem placówki, w tym właściciela Marcina Nowaczyka, jego matkę i siostrę. Przedstawiono im zarzuty znęcania się nad co najmniej 561 zwierzętami.
Śledztwo rozpoczęło się w maju, po zawiadomieniach złożonych przez organizacje prozwierzęce, w tym Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt (DIOZ) i TOZ Krynica-Zdrój. Osobne postępowanie administracyjne prowadzi Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. Między 13 a 15 października z zoo wywieziono 33 zwierzęta, wśród nich tygrysa bengalskiego, serwale, kangury, surykatki i egzotyczne ptaki. Najcenniejsze okazy trafiły do placówek w Holandii, w tym Landgoed Hoenderdaell, oraz w Belgii. ZOO w Holandii, do którego trafił tygrys poinformowało, że zwierze jest zadbane i w dobrym stanie!
Akcji towarzyszyły protesty mieszkańców, którzy blokowali wyjazd i ścierali się z policją. Według relacji pracowników doszło do uszkodzenia ogrodzeń, ucieczek zwierząt i padnięć ptaków, między innymi arasari i majn. Opiekunowie informowali też o problemach z karmieniem pozostałych zwierząt. Wilki miały podchodzić do ogrodzeń i wyć z głodu.
16 października Sąd Rejonowy w Wałbrzychu odrzucił wniosek prokuratury o areszt dla właściciela. Zawarto porozumienie, na mocy którego policja opuściła teren, a dotychczasowi pracownicy wrócili do opieki nad ponad 660 zwierzętami.
„Stek bzdur” i sprzeczne komunikaty służb
Przedstawiciele zoo od początku odrzucali zarzuty. Przekonywali, że placówka działała legalnie, posiadała zatwierdzenie GDOŚ i podlegała regularnym kontrolom. W ogrodzie zoologicznym pracowało etatowo dwóch lekarzy weterynarii. Jeszcze przed rozpoczęciem akcji dyrekcja alarmowała:
„Otrzymaliśmy informacje, że jutro z samego rana, ma rozpocząć się niezrozumiała dla nas, zorganizowana akcja odebrania zwierząt z ZOO Łączna – ogrodu zatwierdzonego przez Generalną Dyrekcję Ochrony Środowiska…”
Marta Zając-Ossowska, pełnomocniczka zoo i była dyrektorka ZOO Wrocław, apelowała później o spokój i możliwość wznowienia opieki:
„Zostawiamy kwestie, które się zadziały, potencjalne błędy… Zajmujemy się sytuacją tu i teraz. Ja z mojej strony deklaruję pełną współpracę pracowników zoo Łączna. (…) Mam deklarację, że na ten moment żadne zwierzęta nie wyjeżdżają z ogrodu zoologicznego. (…) Apeluję o wyciszenie emocji. (…) Dajcie nam pracować.”
Szef DIOZ Konrad Kuźmiński uzasadniał interwencję materiałami, które organizacja miała gromadzić przez lata:
„To poćwiartowane zwłoki zwierząt zagrożonych wyginięciem, zwłoki zwierząt objętych ścisłą ochroną. Zdjęcia martwych małp, martwego wielbłąda zagłodzonego.”
Przedstawiciele organizacji twierdzili jednak, że nie uczestniczyli bezpośrednio w czynnościach transportowych i nie znają dokładnych miejsc pobytu wywiezionych zwierząt.
Komendant Miejski Policji w Wałbrzychu, insp. Oktawiusz Cieślik, mówił o szeroko zakrojonych przygotowaniach, w które miały być zaangażowane władze centralne:
„Te działania, które były przygotowywane wspólnie z prokuraturą, to nie były działania jednodniowe. Tutaj przygotowywaliśmy się do tych działań szeroko, łącznie z Ministerstwem Środowiska i Klimatu (…) Tutaj były wszelakie zgody na transport. (…) Również przekazanie tych zwierząt, bo one zostały przekazane do Holandii i Belgii, były z udziałem ministerstwa.”
Ministerstwo Klimatu i Środowiska przedstawiło jednak inną wersję:
„Dementujemy – @MKiS_GOV_PL nie uczestniczyło w przygotowywaniu lub planowaniu akcji organów ścigania w zoo w Łącznej. Wydano jedynie na wniosek Policji jedną zgodę na przemieszczenie tygrysa w ramach procedury CITES (…) W tej chwili zwierzęta są w dyspozycji prokuratury i to prokurator podejmuje wszelkie decyzje.”
Dementujemy – @MKiS_GOV_PL nie uczestniczyło w przygotowywaniu lub planowaniu akcji organów ścigania w zoo w Łącznej. Wydano jedynie na wniosek Policji jedną zgodę na przemieszczenie tygrysa w ramach procedury CITES. Wniosek nie obejmował innych czynności organów ścigania.
W tej chwili zwierzęta są w dyspozycji prokuratury i to prokurator podejmuje wszelkie decyzje. Nie ingerując w decyzje sądu i prokuratury MKiŚ deklaruje pełne wsparcie prokuratury w zapewnieniu dobrostanu zwierząt. Teraz to ich dobro jest najważniejsze!
https://t.co/9yF0IBc7xf
— Marek Pogorzelski (@rzeczni_MKiS) October 16, 2026
Również komunikaty prokuratury zmieniały się w trakcie działań. Rzecznik Mariusz Pindera początkowo informował:
„Do dyspozycji prokuratury zostało zatrzymanych pięć osób, ale nikomu jeszcze nie postawiono zarzutów. (…) Nie wszystkie zwierzęta zostaną odebrane. Zoo nie będzie zamykane.”
Po zawarciu porozumienia prokurator Marcin Witkowski zapewniał:
„Mamy ustalenia takie, że pracownicy wrócili do pracy. Czynności prokuratury zostały zakończone tak naprawdę w środę. (…) Tak więc wszystko wróci do normy. (…) Prokuratura nie zabrała nikomu zoo.”
Te rozbieżności rodzą pytania o podział odpowiedzialności za przygotowanie i przebieg operacji. Skoro policja mówi o udziale ministerstwa, a resort temu zaprzecza, opinia publiczna ma prawo oczekiwać wyjaśnienia, kto podejmował poszczególne decyzje i kto odpowiada za ich skutki.
DIOZ pod ostrzałem. Wcześniejsze sprawy budzą pytania
Interwencja w Łącznej wywołała falę krytyki pod adresem DIOZ. W mediach społecznościowych pojawiły się komentarze rozczarowanych dotychczasowych sympatyków organizacji:
„Boże, a ja wspierałam ciebie i twoją działalność. Nigdy więcej żadna organizacja tego typu nie dostanie ode mnie grosza. Kłamcy i oszuści!!”
„Straciłeś gościu moje poparcie. Jesteś winny złodziejstwa zwierząt.”
„Pokażcie te dowody opinii publicznej, bo póki co odwiedzający widzieli zupełnie inny obraz. Coś tu się nie klei.”
Krytycy DIOZ wskazują również na wcześniejsze interwencje organizacji. W sprawie hodowcy psów Łukasza Paczyńskiego DIOZ miał odebrać 10-letnią suczkę Emi, a następnie opublikować w internecie jego zdjęcie z podpisem, że pies „konał z głodu”. Inspekcja weterynaryjna nie stwierdziła tymczasem znęcania się nad zwierzęciem, a prokuratura umorzyła sprawę. Pies trafił do adopcji po dwóch miesiącach, a jego właściciel miał stracić klientów i stać się celem internetowego hejtu.
Inny przypadek dotyczył owczarka Aleksa, należącego do rodziny Stępień. DIOZ miał przejąć zaginionego psa, wygolić go i przedstawić w internecie jako „zagłodzony pies u rodziny polityków”. Rodzina otrzymywała groźby śmierci. Po odzyskaniu zwierzęcia miało się okazać, że pies był w dobrym stanie, ale został bez zgody właścicieli wykastrowany.
DIOZ na cenzurowanym już od dawna. Prekursor zła…
Z publikacji portalu Zero.pl wyłania się obraz DIOZ jako organizacji, której działalnością od dłuższego czasu interesują się organy ścigania, a wokół której narosły poważne zarzuty dotyczące finansów, interwencyjnego odbierania zwierząt i sposobu traktowania krytyków.
Dziennikarze opisywali wątpliwości związane ze zbiórkami internetowymi, wielomilionowymi przychodami i zyskami powiązanych podmiotów, losem zwierząt, których miejsca pobytu nie udało się ustalić, oraz zabiegami weterynaryjnymi, które miały być wykonywane przez osoby bez odpowiednich uprawnień. Byli wolontariusze i pracownicy przedstawiali relacje dotyczące nadużyć i manipulacji DIOZ.
Prokuratura analizowała przepływy finansowe i zbiórki, a według informacji opublikowanych 3 kwietnia 2026 roku przesłuchała ponad 90 świadków i przedłużyła śledztwo co najmniej do września. W lipcu Zero.pl opisało również pożyczkę w wysokości 500 tys. zł udzieloną DIOZ przez Fermy Drobiu Woźniak oraz wątpliwości dotyczące pieniędzy zbieranych na projekt ośrodka dla zwierząt w Starym Resku, którego właścicielem ostatecznie został inny podmiot.
Osobnym wątkiem są zarzuty karne w starszej sprawie prowadzonej w Jeleniej Górze. Według Zero.pl Konrad Kuźmiński i Krystyna P. zostali objęci aktem oskarżenia skierowanym do sądu w maju 2021 roku. Kuźmińskiemu zarzucono osiem czynów, obejmujących między innymi kradzież zwierząt, naruszenie miru domowego, kradzież rozbójniczą, oszustwo i fałszowanie dokumentów. W publikacji z kwietnia 2026 roku informowano, że postępowanie nadal nie zakończyło się wyrokiem.
Jest też prawomocny wyrok skazujący Konrada Kuźmińskiego za kradzież zwierzęcia podczas interwencji oraz śledztwa dotyczące legalności zbiórek i odbiorów, prowadzone przez CBŚP i prokuraturę. Kuźmiński bronił swoich metod, mówiąc:
„Ktoś musi być prekursorem, brać na siebie cały ostrzał i iść taranem (…) Uważam, że wszystkie odebraliśmy zasadnie.”
Sprawa Łącznej nie przesądza o prawdziwości wszystkich zarzutów wobec DIOZ. Pokazuje jednak, jak niebezpieczna może być sytuacja, w której organizacja interweniująca w imię ochrony zwierząt ma wpływ na ich odebranie, a później brakuje jasnych informacji o odpowiedzialności za transport, opiekę a przede wszystkim skutki podjętych decyzji.
Ponad 111 tys. zł dla zoo. Potrzebne zmiany w prawie
18 października mieszkańcy zorganizowali festyn charytatywny na rzecz ZOO w Łącznej. Zebrano ponad 111 tys. zł na opiekę nad zwierzętami i naprawę infrastruktury. Trwają prace porządkowe, które mają umożliwić ponowne otwarcie placówki.
Sprawa zwróciła uwagę na art. 7 ust. 3 ustawy o ochronie zwierząt, który pozwala na interwencyjne odebranie zwierzęcia w określonych sytuacjach bez wcześniejszej decyzji sądu. Krytycy tego rozwiązania wskazują, że w praktyce może ono prowadzić do sporów o zasadność interwencji, naruszania praw właścicieli i przejmowania zwierząt przez organizacje prywatne.
Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi prowadzi prace nad zmianami przepisów. Planowane rozwiązania mają ograniczyć przypadki ukrywania odebranych zwierząt, pomijania powiadomień gmin oraz utrudniania właścicielom obrony swoich praw.
Ochrona zwierząt wymaga zdecydowanych działań w przypadkach znęcania się. Nie oznacza to jednak, że dobre intencje mogą zastąpić procedury, a emocjonalne oskarżenia stają się dowodem winy. Jeżeli zarzuty wobec właścicieli zoo się potwierdzą, powinni ponieść odpowiedzialność. Jeśli jednak interwencja doprowadziła do nieuzasadnionych strat, również te działania muszą zostać rozliczone.
Organizacje społeczne nie mogą pozostawać poza kontrolą, a państwo nie powinno uchylać się od odpowiedzialności za operacje prowadzone z udziałem jego służb.
