Robert Bąkiewicz został nieprawomocnie skazany za wydarzenia podczas protestów Strajku Kobiet przed kościołem św. Krzyża, a jego zwolennicy mówią o „kafkowskim procesie” i politycznej zemście.
Robert Bąkiewicz został 29 maja 2026 roku nieprawomocnie skazany przez Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia na 10 miesięcy ograniczenia wolności w postaci prac społecznych oraz obowiązek zapłaty 5 tys. zł zadośćuczynienia aktywistce Andżelice Domańskiej. Wyrok dotyczy wydarzeń sprzed niemal sześciu lat, które rozegrały się podczas protestów Ogólnopolskiego Strajku Kobiet przed warszawskim kościołem św. Krzyża.
Sąd uznał Bąkiewicza winnym naruszenia nietykalności cielesnej i spowodowania lekkiego uszczerbku na zdrowiu. Kara obejmuje wykonywanie 30 godzin nieodpłatnych prac społecznych miesięcznie. Wyrok jest nieprawomocny i zapowiedziano apelację.
Bąkiewicz skazany za wydarzenia podczas Strajku Kobiet
Sprawa dotyczy incydentu z 25 października 2020 roku. Tego dnia przed kościołem św. Krzyża dochodziło do przepychanek między uczestnikami Strajku Kobiet a środowiskami broniącymi świątyni. Robert Bąkiewicz był wówczas związany ze Strażą Narodową i środowiskiem Marszu Niepodległości.
Według oskarżycielki prywatnej Andżeliki Domańskiej, Bąkiewicz miał ją popchnąć ze schodów kościoła. Kobieta twierdziła, że po upadku straciła przytomność i doznała obrażeń. Sąd uznał, że materiał dowodowy, w tym nagrania oraz opinia biegłego, potwierdzają wystąpienie obrażeń.
Co istotne, sprawa rozpoczęła się od prywatnego aktu oskarżenia. Wcześniej prokuratura umorzyła postępowanie, co już wtedy było podnoszone przez środowiska prawicowe jako argument świadczący o słabości materiału dowodowego.
„Kafkowski proces” według obrony Bąkiewicza
Największe emocje budzi jednak nie sam wyrok, lecz przebieg procesu prowadzonego przez sędzię Martę Pilśnik. Bąkiewicz i jego obrońcy od miesięcy twierdzili, że postępowanie miało charakter polityczny i przypominało „Proces” Franza Kafki.
Według relacji obrony sąd l odrzucił większość wniosków dowodowych zgłaszanych przez stronę oskarżonego. Z około 30 proponowanych świadków dopuszczono jedynie jednego. Kontrowersje wzbudził także brak odtworzenia części nagrań wideo, które zdaniem obrony miały pokazywać pełny kontekst wydarzeń i agresywne zachowanie części protestujących.
Właśnie za to, co widzicie na tym filmie, zostałem dzisiaj skazany. Zobaczcie sami. Ten film to kluczowy dowód, którego sąd celowo nie dopuścił do sprawy i zignorował. Prawdy jednak nie da się ukryć. Proszę, podawajcie to dalej #RT! Niech cała Polska wyciągnie wnioski. pic.twitter.com/Z8iIJBJWDP
— Robert Bąkiewicz (@RBakiewicz) May 29, 2026
Sam Bąkiewicz wielokrotnie publicznie oskarżał sąd o stronniczość. Padały określenia takie jak „hucpa prawna”, „cyrk” czy „ustawiony proces”. Podczas jednej z rozpraw w kwietniu 2026 roku został nawet usunięty z sali za zakłócanie porządku. Obrońcy składali również wniosek o wyłączenie sędzi Marty Pilśnik, argumentując brak gwarancji rzetelnego procesu.
Szerszy spór polityczny wokół sądów
Sprawa Bąkiewicza szybko przestała być wyłącznie sporem dotyczącym jednego incydentu. Dla części Polaków stała się symbolem szerszego konfliktu wokół wymiaru sprawiedliwości po zmianie władzy w 2023 roku. Środowiska konserwatywne przekonują, że aktywiści prawicowi są traktowani przez sądy surowiej niż uczestnicy lewicowych demonstracji.
Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że Bąkiewicz od lat jest postacią budzącą ogromne emocje. W przeszłości był już skazywany między innymi za incydent z aktywistką znaną jako „Babcia Kasia”. W tamtej sprawie częściowe ułaskawienie zastosował prezydent Andrzej Duda. Toczyły się wobec niego także inne postępowania dotyczące ostrych wypowiedzi politycznych.
Wyrok z 29 maja 2026 roku najpewniej nie kończy więc całej historii. Spodziewana apelacja może ponownie otworzyć debatę nie tylko o odpowiedzialności Bąkiewicza, ale również o standardach prowadzenia politycznie gorących procesów w Polsce.
