Unia buduje nowy system nadzoru informacji
W ostatnich latach Unia Europejska przyjęła kilka aktów prawnych mających regulować przestrzeń informacyjną. Najważniejsze z nich to Digital Services Act (DSA), rozporządzenie dotyczące reklamy politycznej, Europejski Akt Wolności Mediów (EMFA) oraz rozwijana obecnie Europejska Tarcza Demokracji.
Według eurokratów są to narzędzia służące ochronie obywateli przed manipulacją, zagranicznymi wpływami i nielegalnymi treściami. Ludzie myślący widzą w nich jednak coś zupełnie innego. Na naszych oczach powstaje największy od dziesięcioleci system administracyjnego wpływu na debatę publiczną.
Tomasz Wróblewski, prezes Warsaw Enterprise Institute, ocenia skalę tych zmian bardzo ostro. Jak stwierdza:
„Komisja Europejska na gwałt reguluje ramy wolnego słowa […] i myślę że to może być największa zmiana ustrojowa jakiej doświadczyła Europa od rewolucji francuskiej”.
W jego ocenie nie chodzi wyłącznie o nowe przepisy dotyczące internetu, ale o przebudowę mechanizmów kształtowania opinii społecznej.
Dalsza część tekstu pod wideo.
DSA i groźba wielomiliardowych kar
Najwięcej kontrowersji budzi DSA. Rozporządzenie przewiduje możliwość nakładania kar sięgających nawet 6 proc. globalnych obrotów największych platform internetowych.
Zdaniem krytyków takie sankcje prowadzą do zjawiska autocenzury. Platformy nie muszą otrzymać bezpośredniego nakazu usunięcia treści. Wystarczy ryzyko wysokiej kary, by same usuwały materiały uznawane za potencjalnie problematyczne.
W efekcie legalne wypowiedzi dotyczące migracji, polityki klimatycznej, pandemii czy kwestii światopoglądowych mogą być ograniczane nie przez sądy, lecz przez korporacyjne działy moderacji.
Prawda czy zgodność z urzędową narracją?
Odchodzenie od klasycznego rozumienia prawdy jako wyniku otwartej debaty i weryfikacji faktów.
Jednym z głównych zarzutów formułowanych przez przeciwników nowych regulacji jest odchodzenie od klasycznego rozumienia prawdy jako wyniku otwartej debaty i weryfikacji faktów.
Wróblewski zwraca uwagę na orzeczenia i praktyki, które jego zdaniem wskazują na nowy kierunek zmian.
„Prawda przestała być wartością autonomiczną, czymś co można udowodnić za pomocą faktów i argumentów. Stała się kwestią lojalności wobec urzędowych wytycznych”
– mówi szef WEI.
Krytycy obawiają się, że w takim modelu rozstrzyganie sporów publicznych zostaje przeniesione z obszaru debaty do obszaru administracyjnych decyzji.
Amerykanie alarmują. Polska jako przykład
Krytyka nie płynie wyłącznie z Europy. W 2025 i 2026 roku republikańska większość w Komisji Sądownictwa Izby Reprezentantów USA opublikowała raporty poświęcone wpływowi unijnych regulacji na wolność słowa.
W jednym z nich przywołano przypadek Polski. Chodziło o zgłoszenie przez NASK wpisu na TikToku zawierającego opinię, że samochody elektryczne nie są ani ekologiczne, ani ekonomiczne. Autorzy raportu uznali to za próbę ograniczania debaty politycznej dotyczącej transformacji energetycznej.
Amerykańscy parlamentarzyści wskazują również na przypadki związane z krytyką polityki migracyjnej, satyrą polityczną czy treściami uznawanymi za antyrządowe lub antyunijne. Według raportów problem polega na tym, że globalne platformy często stosują jednolite zasady moderacji na całym świecie, przez co europejskie regulacje wpływają także na użytkowników spoza UE.
Kto jest dziś suwerenem?
Wróblewski przekonuje, że spór nie dotyczy wyłącznie wolności słowa, ale także samej natury demokracji. Odwołując się do koncepcji stanu wyjątkowego i współczesnych mechanizmów zarządzania informacją, przypomina stwierdzenie:
„Suwerenem nie jest już ten kto wybiera, ale ten kto wyznacza granice wyboru”.
Według autora szczególne znaczenie ma możliwość uruchamiania nadzwyczajnych procedur przewidzianych w DSA, które pozwalają Komisji Europejskiej reagować na sytuacje uznane za zagrożenie dla bezpieczeństwa informacyjnego.
Od Unii uczą się Rosja i autorytarne reżimy
Jednym z najmocniejszych zarzutów jest tak zwany „efekt Brukseli”. Chodzi o sytuację, w której rozwiązania opracowane w UE stają się wzorem dla innych państw.
Podobne argumenty dotyczące walki z dezinformacją, ochrony demokracji czy bezpieczeństwa informacyjnego zaczynają wykorzystywać także państwa autorytarne. Rosja, Turcja czy Wenezuela przedstawiają własne ograniczenia wolności słowa jako nowoczesne regulacje zgodne ze światowymi trendami.
Wybory 2027 i cicha zmiana ustroju
W centrum całej dyskusji znajduje się rok 2027. Wówczas w kilku kluczowych państwach europejskich odbędą się ważne wybory, które mogą przesądzić o przyszłym kierunku integracji europejskiej.
Wróblewski uważa, że zmiany zachodzą stopniowo i często pozostają niezauważone przez obywateli. Jak podsumowuje:
„Najskuteczniejsze rewolucje to nie są te które odbierają wolność. To są te które zostawiają formę i czekają aż zapomnimy o treściach którymi niegdyś była wypełniona”.
To właśnie dlatego spór o DSA, EMFA i Europejską Tarczę Demokracji staje się jednym z najważniejszych sporów politycznych współczesnej Europy. Jego stawką są nowe regulacje, w których coraz mniej chodzi o ochronę demokracji przed manipulacją, a coraz bardziej o głęboką przebudowę zasad, na których opiera się wolność słowa w Unii Europejskiej.
