Decyzja Prokuratury Okręgowej w Warszawie z 24 września 2026 roku o umorzeniu śledztwa przeciwko Lechowi Wałęsie w sprawie składania fałszywych zeznań dotyczących tzw. „teczek Kiszczaka” stała się kolejną odsłoną wieloletniego sporu o przeszłość byłego prezydenta. Argumentacja użyta w oficjalnym komunikacie śledczych wywołała falę oburzenia wśród historyków i komentatorów. Tych dobrze życzących Polsce!
Prokuratura umarza sprawę o kłamstwa Wałęsy. O co chodziło?
Sprawa ma swoje korzenie w wydarzeniach z lutego 2016 roku, kiedy w domu wdowy po gen. Czesławie Kiszczaku zabezpieczono dokumenty dotyczące Tajnego Współpracownika o pseudonimie „Bolek” z lat 1970-1976. Wśród dokumentów znalazło się odręczne zobowiązanie do współpracy, doniesienia oraz pokwitowania odbioru pieniędzy. Podczas przesłuchania 13 kwietnia 2016 roku przed prokuratorem IPN Lech Wałęsa zaprzeczył autentyczności większości z nich.
Biegli uznali, że znaczna część dokumentów z szafy Kiszczaka została sporządzona przez Wałęsę
W odpowiedzi na to, w 2017 roku Instytut Pamięci Narodowej wszczął śledztwo dotyczące złożenia przez byłego prezydenta fałszywych zeznań (art. 233 § 1 k.k.). Podstawą zarzutów stała się kategoryczna opinia biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. Jana Sehna w Krakowie, którzy po przeanalizowaniu obszernego materiału porównawczego orzekli, że podpis „Bolek” oraz znaczna część dokumentów z szafy Kiszczaka zostały sporządzone przez Wałęsę.
Po przejęciu sprawy przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie i zwrocie aktu oskarżenia przez sąd do uzupełnienia, śledczy podjęli decyzję o ostatecznym umorzeniu postępowania.
Kurioza w komunikacie prokuratury: Wałęsa wtórnym analfabetą
W uzasadnieniu decyzji prokuratura podważyła ustalenia Instytutu Sehna, wytykając biegłym błędy metodologiczne, brak „prób pisma” oraz fakt, że w latach 80. SB fabrykowała dokumenty, by zaszkodzić Wałęsie przed Komitetem Noblowskim.
Jednak najdalej idącym argumentem okazały się zeznania świadków dotyczące umiejętności pisarskich lidera „Solidarności”. W oficjalnym komunikacie Prokuratury Okręgowej w Warszawie czytamy:
„Niektórzy świadkowie wskazywali wprost, że w tamtym okresie był on wtórnym analfabetą, nie posługiwał się pismem i słabo czytał, a dokumenty, które podpisywał jako przewodniczący Związku Zawodowego 'Solidarność’, były pisane dla niego przez inne osoby”.
Ponadto prokuratura powołała się na konstytucyjne prawo do obrony, brak obowiązku samodenuncjacji, wskazując, że nawet gdyby zeznania Wałęsy z 2016 roku były nieprawdziwe, nie można mu postawić zarzutu, gdyż miał prawo obawiać się odpowiedzialności karnej za wcześniejsze wypowiedzi. Wszelkie nieusuwalne wątpliwości rozstrzygnięto na korzyść podejrzanego.
Sławomir Cenckiewicz: „Większego kłamstwa nie czytałem”
Ostro na uzasadnienie prokuratury zareagował prof. Sławomir Cenckiewicz, historyk i współautor monografii o relacjach Wałęsy z SB. Na platformie X napisał:
„Większego kłamstwa przebranego w wymiar sprawiedliwości RP nigdy nie czytałem! To większe kłamstwo niż skandaliczny wyrok Kapińskiego i spółki z 2000 r.! Reżim Tuska uznał, że Wałęsa nie był Bolkiem, a Instytut Sehna niczego kategorycznie nie ustalił!”.
Większego kłamstwa przebranego w wymiar sprawiedliwości RP nigdy nie czytałem! To większe kłamstwo niż skandaliczny wyrok Kapińskiego i spółki z 2000 r.!
Reżim Tuska uznał, że Wałęsa nie był Bolkiem, a Instytut Sehna niczego kategorycznie nie ustalił!
I powtórzyli brednie…
— Sławomir Cenckiewicz (@Cenckiewicz) September 24, 2026
Komentując bezpośrednio braki w wykształceniu Wałęsy, Cenckiewicz dodał:
„Szaleńcy Tuska z prokuratury uznali, że Wałęsa był 'wtórnym analfabetą’ nie tylko w okresie 1970-1976 r. czyli w okresie współpracy z SB jako 'Bolek’, ale również jako przewodniczący NSZZ 'Solidarność’! Rozumiecie!!! Ci szaleńcy twierdzą, że na czele 10-milionowego ruchu 'Solidarności’ stał 'wtórnym analfabeta’”.
Historyk zaapelował do Prokuratora Generalnego Waldemara Żurka o otwartą dyskusję i konfrontację na faktach, przypominając przy tym słowa samego Wałęsy z jego autobiografii „Droga nadziei”:
„Postawili warunek: podpis! I wtedy podpisałem”.
Cenckiewicz odrzucił również twierdzenia prokuratury, jakoby SB masowo wysyłała sfałszowane dokumenty do Komitetu Noblowskiego, wskazując, że w ramach operacji „Ambasador” w 1982 roku przekazano oryginalne doniesienie TW „Bolek” z 12 stycznia 1971 roku.
Prokurator, która dokonała kuriozalnego umorzenia
Według ustaleń niezalezna.pl śledztwo przeciwko Wałęsie umorzyła prokurator Małgorzata Szeroczyńska – informację tę potwierdził rzecznik tej prokuratury, Piotr Antoni Skiba.
Na koncie tej prokurator znajdują się także inne głośne sprawy związane z rozliczeniami poprzednich rządów: stawiała zarzuty Mateuszowi Morawieckiemu w sprawie tzw. wyborów kopertowych, występowała w postępowaniach przeciwko Michałowi Dworczykowi, Mariuszowi Kamińskiemu, Maciejowi Wąsikowi, Alvinowi Gajadhurowi oraz Krzysztofowi Szczuckiemu, a także zdecydowała o umorzeniu śledztwa w sprawie zamachu stanu w wątkach dotyczących Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa, uzasadniając, że nie dostrzega znamion „przemocy” ani „groźby bezprawnej”.
Burza wokół agenturalności Wałęsy powraca
Zwolennicy decyzji i działań prokuratury traktują umorzenie jako „akt sprawiedliwości” i obronę legendy „Solidarności” przed ich zdaniem upolitycznionym ściganiem. Żurek twierdzi, że cała sprawa była próbą „pisania historii na nowo”, a prokuratura słusznie dostrzegła słabości dowodowe.
Krytycy traktują umorzenie jako decyzję stricte polityczną. Wskazują, że prokuratura zignorowała naukowe ekspertyzy kryminalistyczne Instytutu Sehna, a sprowadzenie Wałęsy do roli „wtórnego analfabety” jest kuriozalną próbą ucieczki przed prawdą o udokumentowanej współpracy z SB w pierwszej połowie lat 70.
Co świadczy o agenturalności Wałęsy według ustaleń historyków
Z ustaleń historyków IPN (w tym Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka) oraz oficjalnych komunikatów Instytutu wynika, że Wałęsa został zarejestrowany jako Tajny Współpracownik „Bolek” 29 grudnia 1970 roku, w następstwie werbunku przeprowadzonego 21 grudnia 1970 roku przez kpt. Edwarda Graczyka.
Kluczowe dowody obejmują odręcznie napisane zobowiązanie do współpracy z podpisem „Lech Wałęsa Bolek”, 17 odręcznych pokwitowań odbioru gratyfikacji finansowych (na łączną kwotę od 11,7 tys. do 13,1 tys. zł) oraz kilkadziesiąt doniesień agenturalnych. Autentyczność tych pism została kategorycznie i bez wątpliwości potwierdzona w 2017 roku przez grafologów z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. Jana Sehna w Krakowie.
Część osób wymienionych w donosach TW „Bolka” publicznie potwierdziła, że treść raportów odpowiadała ich prywatnym rozmowom z Wałęsą, co wyklucza możliwość, by autorem był ktoś inny. Józef Szyler (zmarł z 2001 roku) podkreślał, że jedna z jego kluczowych wypowiedzi zawarta w donosach pochodziła wyłącznie z poufnej rozmowy z Wałęsą i znalazła się w aktach SB. Podobnie Henryk Jagielski wskazywał, że informacje o planach na 1 maja 1971 r. mogły pochodzić jedynie od niego samego, ponieważ nikt inny nie był świadkiem rozmowy z Wałęsą. Podobnych relacji pochodzących od działaczy antykomunistycznych zdradzonych przez Wałęsę jest więcej. W świetle badań historycznych Lech Wałęsa jako agent „Bolek” przekazywał Służbie Bezpieczeństwa PRL informacje o nastrojach wśród pracowników Stoczni Gdańskiej i donosił na swoich kolegów z pracy, aż do formalnego wyrejestrowania w czerwcu 1976 roku z powodu niechęci do dalszej współpracy.
Bez prawdy nie ma zdrowego państwa. Czy o to chodzi?
Prawie 40 lat po upadku komunizmu agenturalną przeszłością Lecha Wałęsy wciąż dzieli się Polaków, ponieważ w procesie transformacji zabrakło jednoznacznego, bezkompromisowego rozliczenia z okresem PRL a gorzkie owoce tego jemy do dziś.
Zamiast transparentnego zmierzenia się z trudną i złożoną historią – w której ludzkie słabości z początku lat 70. nie przekreślają automatycznie późniejszych zasług z lat 80. Tymczasem mamy do czynienia z sytuacją, że ekipa polityczna Donalda Tuska próbuje instrumentalnie wykorzystywać organy ścigania do pisania własnych narracji.
Rozliczenie z przeszłością w duchu prawdy jest fundamentem zdrowego, dojrzałego państwa.
Kiedy jednak prokuratura, chcąc pozornie zamknąć trudny wątek, woli nazwać byłego prezydenta i lidera 10-milionowego ruchu społecznego „wtórnym analfabetą”, zamiast wprost odnieść się do ustaleń historycznych i ekspertyz grafologicznych, powaga instytucji państwowych zostaje zredukowana do absurdu. Prawda historyczna nie wymaga chronienia jej za pomocą prawniczych uników – broni się sama, o ile państwo ma odwagę po nią sięgnąć. Ona nie leży pośrodku, a dokładnie tam gdzie leży.
Krótki post na FB:
🔍 Prokuratura woli zrobić z Wałęsy analfabetę, niż przyznać, że współpracował z SB?
Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła śledztwo przeciwko Lechowi Wałęsie ws. składania fałszywych zeznań o „teczkach Kiszczaka”. Najbardziej szokuje jednak argumentacja: prokuratura twierdzi, że w latach 70. Wałęsa był… „wtórnym analfabetą” i nie potrafił pisać długich tekstów!
Prof. Sławomir Cenckiewicz odpowiada krótko: „Większego kłamstwa przebranego w wymiar sprawiedliwości Nigdy nie czytałem!”.
Czy uniki prawne i robienie z legendy Solidarności osoby niepiśmiennej to właściwy sposób na rozliczenie z komunistyczną przeszłością? Sprawdź szczegóły i dołącz do dyskusji w komentarzach! ⬇️
