Rząd szykuje nowy podatek od nadzwyczajnych marż paliwowych, który ma obowiązywać już od sierpnia, działać wstecz i przynieść budżetowi państwa miliardy złotych.
Nowy podatek od marż paliwowych coraz bliżej
Ministerstwo Finansów odkryło karty dotyczące nowej daniny, która ma objąć firmy osiągające ponadprzeciętne zyski na rynku paliw. Chodzi o tzw. podatek od zysków nadzwyczajnych, określany także jako podatek od marż paliwowych. Według informacji medialnych nowe przepisy miałyby wejść w życie już 1 sierpnia 2026 roku.
Resort finansów tłumaczy, że celem jest przejęcie części nadzwyczajnych dochodów osiąganych przez największe podmioty paliwowe w sytuacji gwałtownych wzrostów cen i marż. Państwo liczy na znaczące wpływy do budżetu. Według szacunków mogą to być nawet miliardy złotych rocznie.
Kto zapłaci nowy podatek
Nowa danina ma dotyczyć przede wszystkim największych firm działających w sektorze paliwowym. Kluczowym elementem będzie poziom osiąganej marży. Jeśli przekroczy ona określony przez ustawodawcę próg, nadwyżka zostanie dodatkowo opodatkowana.
Według opisywanych założeń podatek miałby obejmować nie tylko przyszłe dochody, ale również część wcześniej osiągniętych zysków. To właśnie ten element budzi największe kontrowersje. Eksperci zwracają uwagę, że przedsiębiorcy mogli podejmować decyzje biznesowe w zupełnie innych realiach prawnych, a dziś państwo chce sięgnąć po środki wypracowane wcześniej.
W praktyce nowe przepisy mogą najmocniej uderzyć w największe koncerny paliwowe i importerów paliw, choć ekonomiści ostrzegają, że część kosztów może zostać przerzucona na klientów końcowych. Oznaczałoby to potencjalny wzrost cen paliw lub ograniczenie promocji oferowanych kierowcom.
Rząd szuka pieniędzy i wskazuje „nadmiarowe zyski”
Pomysł wpisuje się w szerszy europejski trend dodatkowego opodatkowania sektorów osiągających wyjątkowo wysokie dochody w czasie kryzysów gospodarczych i energetycznych. Podobne rozwiązania pojawiały się już w innych państwach UE po wybuchu kryzysu energetycznego i wzrostach cen surowców.
Ministerstwo Finansów argumentuje, że firmy paliwowe korzystały z wyjątkowej sytuacji rynkowej, a część tych środków powinna wrócić do budżetu państwa. Oficjalnie pieniądze mają wspierać stabilność finansów publicznych i finansowanie wydatków społecznych.
Krytycy projektu wskazują jednak, że państwo po raz kolejny próbuje łatać budżet nową daniną zamiast ograniczać wydatki. Pojawiają się także obawy dotyczące przewidywalności prawa podatkowego. Dla inwestorów sygnał, że państwo może wprowadzać dodatkowe obciążenia obejmujące wcześniejsze zyski, może oznaczać wzrost niepewności prowadzenia biznesu w Polsce.
Miliardy dla budżetu, ryzyko dla rynku
Rząd liczy, że nowy podatek przyniesie wielomiliardowe wpływy. Jednocześnie ekonomiści przypominają, że każde dodatkowe obciążenie sektora energetycznego może pośrednio odbić się na całej gospodarce. Wyższe koszty działalności firm paliwowych często przekładają się bowiem na ceny transportu, logistyki i produktów codziennego użytku.
Debata wokół nowego podatku pokazuje też szerszy problem. Państwo coraz częściej sięga po nadzwyczajne instrumenty fiskalne, gdy potrzebuje szybkiego zastrzyku gotówki do budżetu. Pytanie brzmi, czy krótkoterminowe miliardy nie okażą się w dłuższej perspektywie kosztowne dla całej gospodarki.
