Przelew z Hiszpanii dla Liddane i pytania, które nie znikają
Aleksandra Fedorska na łamach portalu tysol.pl opisała przypadek odebrania przez zielonogórską radną Koalicji Obywatelskiej Joannę Liddane przekazu Western Union na kwotę prawie 2 tys. złotych wysłanego z hiszpańskiej Girony przez Mustafę Ezzakiego. Transfer pieniędzy miał był przeznaczony dla migranta przedstawiającego się jako „Jammal”, który wcześniej miał zostać przerzucony z Niemiec do Polski i otrzymać zakaz wjazdu do Niemiec.
Sama Liddane nie zaprzecza, że już od około sześciu lat pośredniczy w odbiorze pieniędzy dla migrantów. Wyjaśnia, że osoby po zatrzymaniu lub deportacji nie posiadają bowiem dokumentów ani rachunków bankowych, dlatego wolontariusze tacy jak ona odbierają środki przeznaczone na podstawowe potrzeby. Zapewnia również, że nie pobiera za to prowizji. Jej wyjaśnienie nie usuwa jednak najważniejszych wątpliwości.
Kto finansuje te przekazy? W jaki sposób weryfikowani są nadawcy pieniędzy? Jak kontrolowane jest ich rzeczywiste przeznaczenie i wydatkowanie? Dlaczego pośrednikiem jest osoba prywatna taka jak Liddane pełniąca jednocześnie funkcję radnej, a nie organizacja działająca w jasno określonych ramach prawnych? Czy wszystkie obowiązki wynikające z przepisów dotyczących przeciwdziałania praniu brudnych pieniędzy i finansowaniu terroryzmu są w takich sytuacjach należycie realizowane? Do tej pory nie przedstawiono żadnych odpowiedzi rozwiewających te wątpliwości.
Liddane ubolewa, że migranci nie chcą zostać w Polsce
Ocena działalności Joanny Liddane nie wynika wyłącznie z opisywanych przypadków pośredniczenia w odbiorze pieniędzy. Istotny jest również kontekst jej własnych publicznych wypowiedzi. Podczas jednej z sesji Rady Miasta Zielona Góra radna otwarcie ubolewała nad faktem, że Polska nie jest krajem docelowym dla migrantów, lecz jedynie państwem tranzytowym w ich drodze na Zachód.
Wyświetl ten post na Instagramie
Tego rodzaju stanowisko nie bez powodu budzi emocje w regionie przygranicznym, który od wielu miesięcy doświadcza skutków nielegalnej migracji i działań niemieckich służb odsyłających migrantów do Polski według mocno podejrzanych procedur.
Trudno się tak naprawdę dziwić, że mieszkańcy Zielonej Góry i Lubuszanie oczekują od swoich przedstawicieli przede wszystkim troski o bezpieczeństwo lokalnej społeczności oraz przestrzegania obowiązującego prawa, a nie wyrażania rozczarowania, że Polska nie stała się atrakcyjniejszym kierunkiem dla osób, które nierzadko rozpoczęły swoją obecność w Europie lub w Polsce od naruszenia prawa.
Gdy brak argumentów, zaczynają się emocje
Charakterystyczne jest również to, w jaki sposób prowadzona jest dyskusja wokół „dobroczynnej” działalności Liddane. Zamiast rzeczowej odpowiedzi na pytania dotyczące finansowania, procedur czy bezpieczeństwa państwa, od dawna pojawiają się oskarżenia o „szerzenie nienawiści”, „stygmatyzowanie migrantów” czy „wywoływanie paniki”. Każdy, kto dotychczas wątpliwe prawnie działania Liddane kwestionował, spotkał się już z takim odczłowieczającym zarzutem.
Każdy kto pyta, przedstawiany jako człowiek pozbawiony empatii, a nie obywatel domagający się przejrzystości działań mających wpływ na bezpieczeństwo państwa.
Tak wygląda mechanizm dobrze znany z wielu debat dotyczących migracji. Zamiast rozmawiać o faktach, dokumentach i odpowiedzialności, ciężar dyskusji przenoszony jest na emocje. Osoba zadająca pytania ma zostać przedstawiona jako „człowiek pozbawiony empatii”, a nie obywatel domagający się przejrzystości działań mających wpływ na jego własne przyszłe bezpieczeństwo. Nie jest to odpowiedź. Jest to zmiana tematu.
Podobny schemat można było obserwować podczas sporu o umieszczenie migrantów w zielonogórskiej miejskiej noclegowni. Dla jednych – jak radny Robert Górski – problem dotyczył legalności pobytu, obowiązujących procedur i bezpieczeństwa innych mieszkańców noclegowni. A dla Liddane i jej zwolenników najważniejszym tematem stał się rzekomy hejt wobec osób niosących pomoc. W efekcie dyskusja o obowiązującym prawie została przykryta sporem o… emocje i intencje.
Niemcy 2015. Czy historia się powtarza?
Dopiero po latach niemiecka debata zaczęła otwarcie mówić o kosztach polityki „Willkommen”.
Trudno nie dostrzec analogii do wydarzeń z Niemiec z 2015 roku. Wówczas również dominowała „narracja humanitarna”. Mówiono przede wszystkim o obowiązku pomagania, solidarności i otwartości. Niemiecka młodzież, w tym wiele kobiet, dumnie nosiła transparenty z napisem „Refugees Welcome”. Każde pytanie o bezpieczeństwo, zdolność państwa do kontrolowania migracji czy długofalowe skutki masowego napływu migrantów spotykało się z zarzutami o „ksenofobię” lub „brak człowieczeństwa”. Dopiero po latach niemiecka debata publiczna zaczęła otwarcie mówić o kosztach tamtej polityki. Kosztach, które dotykają zresztą dziś wszystkich mieszkańców.
Dziś podobny sposób prowadzenia dyskusji można zauważyć również w Polsce. Krytyczne pytania coraz częściej przedstawiane są jako moralny problem, zamiast stać się przedmiotem rzeczowej odpowiedzi.
Pomoc nie zwalnia z przejrzystości
Nikt rozsądny nie kwestionuje potrzeby niesienia pomocy ludziom znajdującym się w trudnej sytuacji. Jednak właśnie dlatego taka pomoc powinna być całkowicie transparentna, udokumentowana i prowadzona w ramach obowiązującego prawa.
Pomoc humanitarna nie może oznaczać przyzwolenia na obchodzenie procedur ani opierać się na niejasnych, całkowicie nieudokumentowanych mechanizmach finansowania.
W czasach rosnącej presji migracyjnej i napiętej sytuacji międzynarodowej ludzie dobrej woli oczekują przede wszystkim skutecznej ochrony granic, przestrzegania prawa i przejrzystości działań podejmowanych wobec osób nielegalnie przebywających na terytorium Polski. Pomoc humanitarna nie może oznaczać przyzwolenia na obchodzenie procedur ani opierać się na niejasnych, całkowicie nieudokumentowanych mechanizmach finansowania. Nie ma tu miejsca na sytuacje, w których prywatne osoby przejmują rolę instytucji publicznych lub organizacji działających w przejrzystych ramach prawnych. Empatia nie zwalnia z obowiązku przestrzegania prawa i to bezpieczeństwo obywateli, a nie osobista misja pomocowa Joanny Liddane, powinno pozostawać pierwszym obowiązkiem!
Joanna Liddane zdobyła mandat radnej Rady Miasta Zielona Góra w wyborach samorządowych z 2024 roku. Startowała z list Koalicji Obywatelskiej w okręgu wyborczym nr 3, zajmując trzecie miejsce na liście. Uzyskała 498 głosów, co wystarczyło do zdobycia mandatu dzięki bardzo dobremu wynikowi całej listy KO, która w Zielonej Górze zdobyła 14 z 25 mandatów w Radzie Miasta.
📍LUBUSKIE! Czy jest tu ktoś z województwa lubuskiego? Bo mamy tam świetnych kandydatów do samorządu 😍
🌳Joanna Liddane @JoannaLiddane – do RM Zielona Góra z nr 3 (okręg nr 3) lista KO
🌳Kacper Kubiak – do RM Zielona Góra z nr 6 (okręg nr 2) lista KOJuż w niedzielę wybory… pic.twitter.com/611l4NwxIm
— Partia Zieloni (@Zieloni) April 4, 2024
Pytania pozostają
Na dziś nie ma informacji, aby wobec Liddane postawiono formalne zarzuty ani aby właściwe organy stwierdziły naruszenie przez nią prawa. To dziwi, zwłaszcza wobec faktu, że państwo oczekuje od nas w coraz większym stopniu dokumentowania uzyskania jakiegokolwiek przychodu. Brak zainteresowania służb działalnością Liddane nie oznacza jednak, że pytań nie należy zadawać. Wręcz przeciwnie.
Im większy wpływ na życie publiczne ma osoba angażująca się w działania dotyczące nielegalnej migracji, tym większy powinien być jej obowiązek pełnej transparentności.
Zaufanie społeczne buduje się nie poprzez odwoływanie się do emocji, lecz poprzez przedstawienie faktów, dokumentów i jednoznacznych odpowiedzi na pytania, które są stawiane. Im szybciej Joanna Liddane to zrozumie, tym lepiej dla niej i dla mieszkańców Zielonej Góry.
- Gazeta Zielonogórska – Przerzut ludzi, tajne przelewy, a w roli „finansowego słupa” radna Joanna Liddane. Co na to ABW?
- Tysol.pl – Radna KO potwierdza odbiór pieniędzy dla migrantów. Publikujemy dokument i jej wyjaśnienia
- Polityczny Horyzont – Skandal w Zielonej Górze. Radna KO Joanna Liddane i sprawa migrantów w miejskiej noclegowni (Facebook)
- Nagranie wideo dotyczące sprawy Joanny Liddane (Facebook)
- Gazeta Lubuska – Radna i sołtys w jednym? Czytelnik zawiadomił służby
- Do Rzeczy – Imigranci z Erytrei w Zielonej Górze. Padły oskarżenia pod adresem Joanny Liddane














![Jared Kushner, zięć Trumpa. Postać wyjątkowa. Znak sparszywienia elit [FELIETON] 15 Jared Kushner](https://prostyzprawej.pl/wp-content/uploads/2026/04/DAZ_3259P_50744286176-120x86.jpg)

