To nie taka zwykła podwyżka. Rząd chce 10-krotnie zwiększyć stawkę dla handlu energią (opłata koncesyjna) – z 0,05 proc. do 0,5 proc. przychodu – i jednocześnie zlikwidować limit 2,5 mln zł. Cel? Dodatkowe 3,6 mld zł rocznie dla budżetu.
Wyższa opłata ma obowiązywać od 2027 roku, ale ma być naliczona za energię sprzedaną już w tym roku.
Pomysł „nadzwyczajnych zysków” i równie nadzwyczajnych środków fiskalnych się zatem upowszechnia, sprawdza i tylko patrzeć jak zacznie dotyczyć osobistych dochodów Polaków!
W uzasadnieniu projektu – jak wskazuje „Wysokie Napięcie” – nie wyjaśniono, dlaczego przepisy mają działać wstecz. Po co wyjaśniać? Wiadomo, ze czasy mamy „nadzwyczajne”, zupełnie „nadzwyczajny” rząd. Zatem i metody muszą być niezwykłe.
Według wyliczeń przytoczonych przez portal, Enea może zapłacić około 240 mln zł rocznie. Kosztów tych nie da się oczywiście magicznie wymazać – zostaną przerzucone na odbiorców. Co więcej, tak wysoka danina może uderzyć szczególnie w mniejsze firmy, ograniczyć konkurencję i płynność rynku.
Najpierw podatek od „nadzwyczajnych zysków” na rafinacji ropy. To dla naszego dobra. Teraz wsteczna złupienie firm energetycznych, za co rachunek i tak ostatecznie trafi do nas odbiorców.
Co myśleć o finanach państwa, w których gros dochodów pochodzi z opodatkowania niezbędnym gospodarce: ludzkiej pracy, ropy, energii oraz szkodliwego, ale jednak luksusu w postaci etanolu i fajek? Potęga! Proponuję jeszcze dołożyć akcyzę na ziemniaki dla dopełnienia obrazu tej potęgi! Dołożyć najlepiej 5 lat wstecz.
