Dziś zasiada w fotelu marszałka województwa lubuskiego z politycznego nadania i najchętniej zatarłby ślady po swoich dawnych medialnych i samorządowych „wyczynach”. Tymczasem historia relacji Sebastiana Ciemnoczołowskiego z dziennikarzami oraz mieszkańcami Kargowej to podręcznikowy pokaz manipulacji, słownych gróźb i wojen podjazdowych z wolnymi mediami. Przypominamy grzechy i „cnoty” włodarza, o których polityk wolałby dziś zamilknąć.
Są politycy, dla których tlenem jest merytoryczna debata i służba mieszkańcom. Dla Sebastiana Ciemnoczołowskiego – obecnego marszałka województwa lubuskiego – tlenem od lat wydaje się być coś zupełnie innego: specyficzne gry z prawdą, manipulacja oraz niemerytoryczne potyczki z dziennikarzami. Dziś, piastując najwyższy urząd samorządowy w regionie, polityk zapewne wolałby spuścić zasłonę milczenia na swoje dawne „osiągnięcia”. Pamięć samorządowa bywa jednak niedogodna, a fakty pozostają faktami.
Zanim trafił na urzędnicze szczyty, Ciemnoczołowski „zasłynął” m.in. z bezpośrednich gróźb pod adresem mediów. Gdy wiosną 2018 roku Radio Zachód opublikowało niekorzystny dla Platformy Obywatelskiej sondaż CBOS, radny sejmiku wypalił w mediach społecznościowych (pisownia oryginalna):
„Panstwo w Radiu, bedziecie niektorzy musieli wyprowadzic sie z wojewodztwa niedlugo. Komunistow nie ukarano, ale drugi raz tego bledu nikt nie popelni.”
Choć po wybuchu skandalu w mediach lokalnych i ogólnopolskich tłumaczył się „złym zrozumieniem”, wymowa wpisu była jednoznaczna i przyniosła autorowi wątpliwą sławę polityka sięgającego po bezprecedensowy nacisk na dziennikarzy i redakcję. Z perspektywy minionych 8 lat i tego co obecnie dzieje się w Polsce widać, że nie był to żaden lapsus ze strony przedstawiciela Platformy Obywatelskiej.
A jak sprawę komentowali wówczas lubuscy politycy? Przewidywalnie. Jedni mówili o karygodnych groźbach, inni przekonywali, że groźby to walka o „wolne media”, a – pracujący zresztą do dziś w Radiu Zachód – Kamil Hypki o tym, aby „nie dać się zastraszyć”. No to się nie dajemy!
Gry z mediami miały jednak głębsze korzenie i wiązały się z czasami, gdy Ciemnoczołowski pełnił funkcję burmistrza Kargowej. To tam doszło do głośnego konfliktu z mieszkańcami – Edwardem Pochłopieniem i Eugeniuszem Pietkiem – którzy sprzeciwiali się budowie stacji paliw w sąsiedztwie przedszkola. Podczas jednej z sesji rady gminy z ust ówczesnego burmistrza miały paść pod adresem społeczników groźby, że po kolejnych wyborach „nie będzie dla nich miejsca w Kargowej” i mogą „szykować paszporty”. Brzmi to jakoś znajomo, prawda? Gdy mieszkańcy postanowili zabezpieczyć nagranie z obrad, okazało się, że z zapisu całej sesji tajemniczo wyparował akurat ten fragment.
Dziennikarze nie byli jedyni. Radny Platformy groził także mieszkańcom
Następnie Ciemnoczołowski posunął się do zniesławienia kargowskich społeczników w sieci. Kiedy Sąd Okręgowy w Zielonej Górze nakazał mu prawomocnie opublikować przeprosiny na Facebooku, radny zastosował kuriozalny fortel: przeprosiny zamieścił, ale ustawił takie parametry prywatności, że post widział wyłącznie… on sam. Zrzut ekranu z owej pokuty przesłał sądowi jako dowód wykonania wyroku.
Gdy sprawa trafiła do Radia Zachód, a Marek Poniedziałek przygotował materiał poparty dokumentami i wypowiedziami poszkodowanych, Ciemnoczołowski odmówił komentarza do sformułowanych publicznie zarzutów. Zamiast odnieść się do przedstawionych dowodów, zażądał możliwości swojego wystąpienia na żywo na antenie – rzekomo tak samo, jak mieli mieć zniesławieni przez niego ludzie. Zapowiadał też skierowanie sprawy na drogę sądową, czego ostatecznie nigdy nie zrobił, a do redakcji nie trafiło nawet oświadczenie czy wniosek o replikę prasową. Można uznać, że przyznał się do winy?
Ciemnoczołowski walczy z niepokorną redakcją
Kilka miesięcy później Ciemnoczołowski dostrzegł szansę na odwet. Po audycji „Otwarty Mikrofon”, w której jeden ze słuchaczy w emocjonalnej reakcji na głośną wypowiedź Donalda Tuska o „współczesnych bolszewikach” nazwał Tuska „hitlerowcem”, Ciemnoczołowski przeszedł do ataku.
Prowadzącemu Markowi Poniedziałkowi zarzucił brak reakcji i przyzwolenie na niedopuszczalne sformułowania. Manipulacja polegała na całkowitym zniekształceniu faktów: zignorował, że dziennikarz od razu zaznaczył dyskusyjność takiego sformułowania, w samej audycji odniósł się do sprawy ze słuchaczami, a nazwisko szefa PO z ust dzwoniącego nawet nie padło. To nie wydawało się jednak dla radnego ważne a Ciemnoczołowski domagał się odwołania prezesa radia Piotra Bednarka i hucznie zapowiadał doniesienie do KRRiT – którego, według wiedzy autora, nigdy nie złożył. Był to czytelny manewr odwetowy za wcześniejsze publikacje nie stawiające Ciemnoczołowskiego w najlepszym świetle.
Przez kolejne lata polityk wielokrotnie pomawiał Marka Poniedziałka oraz wytykał rzekome błędy i nadużycia innym dziennikarzom Radia Zachód i Radia Zielona Góra, umiejętnie przy tym korzystając ze sprzyjających mu członków radiowego zespołu. Tak – w gruncie rzeczy był to dość pluralistyczny zespół i nikt za poglądy, czy styl pracy, nikogo z niego nie eliminował, choć tarcia oczywiście istniały.
Szczyt pokazu metod Ciemnoczołowskiego nastąpił 21 grudnia 2023 roku. Po incydencie z rzekomą awarią emisji radiowej (w której prokuratura nie dopatrzyła się sabotażu, choć wydaje się, że wszystkich mających wiedzę w tej sprawie jednak nie przesłuchano), Ciemnoczołowski wraz z innym partyjnym działaczem Januszem Rewersem zjawili się w rozgłośni przy Kukułczej pod pretekstem „kontroli radnego”. Choć jako radny wojewódzki nie miał uprawnień do kontrolowania mediów publicznych, wtargnął do siedziby radia i studia Radia Zielona Góra. Szefa radiowej ochrony odpowiedzialnego za bezpieczeństwo rozgłośni akurat wtedy na terenie stacji nie było, choć tego dnia pracował normalnie. To do dziś niewyjaśniona sprawa.
Na korytarzach obaj politycy prowokowali pracujących dziennikarzy, nagrywali ich telefonami komórkowymi, a materiały publikowali w mediach społecznościowych podsycając i afirmując hejterskie komentarze. To też są twarde fakty.
Dziś Sebastian Ciemnoczołowski zasiada w fotelu marszałka województwa lubuskiego a jego dawny partyjny kolega Michał Iwanowski „likwiduje” lubuską rozgłośnię o prawie 80-letniej historii. Marszałek na podstawie politycznego rozdania uzyskał władzę i prestiż, a o swoich dawnych manipulacjach, kuriozalnych zasądzonych przeprosinach i korytarzowych prowokacjach zapewne wolałby raz na zawsze zapomnieć. Jednak urzędowy mandat i marszałkowski garnitur nie wymazują przeszłości.
Dbajmy zatem o to, aby pamięć o samorządowych „cnotach” i metodach walki z wolnym słowem nie zginęła – choćby marszałkowi znowu miało zabraknąć tlenu do rozniecania nienawiści. Może kiedyś samorząd lubuski i samorządowa władza wojewódzka stanie się laboratorium, ale dla odmiany czegoś dobrego.
Postaw nam kawę!
Nasza działalność systematycznie się rozwija i pochłania coraz więcej czasu, dlatego Twoje wsparcie, choćby symboliczne, będzie bezcenne. Dziękujemy!















![🎧 Kuba Wojewódzki zdetonował własny pomnik [KOMENTARZ] 17 Kuba Wojewódzki zdetonował własny pomnik](https://prostyzprawej.pl/wp-content/uploads/2026/09/Kuba-Wojewodzki-zdetonowal-wlasny-pomnik-KOMENTARZ-120x86.jpg)