Ponad ćwierć miliona złotych. Tyle, według dokumentów i umów, do których dotarł dziennikarz Robert Bagiński, kosztowały podatników batalie prawne inicjowane przez byłą marszałek województwa lubuskiego Elżbietę Annę Polak. Znaczna część tych pieniędzy trafiła do renomowanej warszawskiej kancelarii prof. Marka Chmaja.
Sprawa budzi pytania nie tylko o skalę wydatków, ale także o zasadność finansowania z publicznych pieniędzy procesów dotyczących ochrony prywatnego dobrego imienia polityka.
Ponad 108 tys. zł na procesy przeciw dziennikarzom
Najbardziej szczegółowo Robert Bagiński opisuje wieloletni spór sądowy z udziałem swoim oraz dziennikarzy Janusza Życzkowskiego i Marcina Kędryny. Procesy miały związek z publikacjami dotyczącymi głośnej afery w gorzowskim WORD, gdzie pojawiały się zarzuty dotyczące mobbingu o charakterze seksualnym.
Jak pisze Bagiński o prawnej batalii Polak:
„Całość, tylko po to, aby całkowicie bezskutecznie dorwać i skazać dziennikarzy, którzy rzetelnie wykonywali swoje obowiązki, kosztowała Lubuszan 108 503 PLN”.
Według przedstawionych przez niego danych sama sprawa karna kosztowała 67 187,50 zł. Następnie do Sądu Najwyższego trafiła skarga kasacyjna, której obsługa miała kosztować kolejne 19 680 zł. Dodatkowo pojawiły się koszty sądowe i zwrot wydatków dla pełnomocnika dziennikarzy w wysokości 11 304 zł. Osobno rozliczono także postępowanie cywilne, za które kancelaria miała otrzymać 8 179 zł.
Szczególnie istotne są przywoływane przez Bagińskiego rozstrzygnięcia sądów. Zarówno sądy niższych instancji, jak i późniejsze orzeczenia miały wskazywać, że w sprawie występował „podmiot nieuprawniony”, czyli Urząd Marszałkowski Województwa Lubuskiego.
Kolejne 145 tys. zł przeciw wojewodzie i… urzędniczkom
Na tym wydatki się nie kończyły, wszak publiczna kasa nie ma dna. Jak wynika z informacji przedstawionych przez Bagińskiego, urząd finansował również działania prawne wobec dwóch urzędniczek, Bożeny Piweckiej i Joanny Wyszyńskiej, które zarzucały Urzędowi Marszałkowskiemu Województwa Lubuskiego oraz marszałek Polak nepotyzm i upartyjnienie – zatrudnianie oraz faworyzowanie osób powiązanych z PSL, arbitralne przyznawanie podwyżek bez jasnych kryteriów oraz dyskryminację pracownic, które nie należały do partyjnego układu. Zdaniem działaczek NSZZ „Solidarność” po zgłoszeniu tych nieprawidłowości spotkały się z mobbingiem, szykanami, wyśmiewaniem i próbami usunięcia z zajmowanych stanowisk. Mówiły o hipokryzji byłej marszałek – w ich ocenie jej publiczne deklaracje o walce z dyskryminacją i ochronie praw kobiet miały być jedynie fasadą, podczas gdy wewnętrzne procedury antymobbingowe w praktyce nie chroniły sygnalistek. Sprawa stała się głośna w 2023 roku i trafiła do sądu pracy.
Na walkę prawną ze związkowcami do kancelarii Marka Chmaja trafiło 110 tys. zł.
Dodatkowo 35 tys. zł miała kosztować batalia prawna przeciw byłemu wojewodzie lubuskiemu Władysławowi Dajczakowi, który zarzucał Elżbiecie Annie Polak tłumienie wolności słowa. Przypomnijmy, w listopadzie 2022 doszło do incydentu, w którym marszałek Polak wyrywała z ręki mikrofon prezydentowi Zielonej Góry Januszowi Kubickiemu, chcącemu zabrać głos podczas eventu związanego z funduszami europejskimi). Media ogólnopolskie i lokalne opisywały to wówczas właśnie jako przykład ograniczania debaty.
Wracając do prawnych batalii: jak wylicza Bagiński, łącznie przeznaczono na to około 253 tys. zł wydanych na spory związane bezpośrednio z osobą ówczesnej marszałek.
Janusz Kubicki/ wydatki na procesy Polak były jeszcze większe
Już po publikacji artykułu z jego autorem skontaktował się były prezydent Zielonej Góry Janusz Kubicki, który kierował miastem przez 18 lat, do przegranych wyborów samorządowych w 2024 roku. Jak twierdzi Kubicki, kwota 250 tys. zł przeznaczona na procesy związane z ochroną dóbr osobistych Elżbiety Anny Polak jest znacząco zaniżona. Sam był stroną procesu wytoczonego mu przez ówczesną marszałek, która korzystała z usług kancelarii prof. Marka Chmaja. Były prezydent wskazuje również na inne postępowania dotyczące ochrony dóbr osobistych, inicjowane przez Polak w okresie sprawowania przez nią funkcji marszałka.
Kubicki zwraca również uwagę, że w okresie sprawowania funkcji prezydenta Zielonej Góry sam nigdy nie inicjował procesów o ochronę dóbr osobistych przeciwko swoim politycznym przeciwnikom, krytykom czy dziennikarzom. Jak pisze:
„Uważałem, że takie rzeczy jak ta sprawa i wynajmowanie za setki tysięcy złotych warszawskich kancelarii to przesada.”
W jego ocenie skala procesów inicjowanych przez Elżbietę Annę Polak była zjawiskiem wyjątkowym, a rzeczywiste koszty tych działań mogą być znacznie wyższe niż dotychczas ustalone 250 tys. zł.
Kancelaria Chmaja ponownie przy publicznych pieniądzach
Prof. Marek Chmaj od lat jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego środowiska prawniczego. W przeszłości współpracował z politykami SLD, PO i PSL, był doradcą marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego, a także został wybrany przez Sejm z rekomendacji Koalicji Obywatelskiej na zastępcę przewodniczącego Trybunału Stanu.
Jego kancelaria już wcześniej pojawiała się w medialnych publikacjach dotyczących wysokich wynagrodzeń wypłacanych przez samorządy. Głośna była współpraca z warszawskim ratuszem podczas sporów związanych z komisją weryfikacyjną ds. reprywatyzacji. Za obsługę prawną prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz kancelaria otrzymała wówczas ponad pół miliona złotych, choć Gronkiewicz-Waltz nigdy nie stawiła się przed Komisją Weryfikacyjną ds. reprywatyzacji nieruchomości warszawskich (tzw. komisją Jakiego/Kalety).
Czy Polak i jej urząd właściwe wykorzystali publiczne środki?
Najważniejsze pytanie pozostaje bez odpowiedzi.
Czy w regionie, który od lat zmaga się z problemami demograficznymi, odpływem młodych ludzi i słabymi wskaźnikami gospodarczymi, wydawanie ćwierć miliona złotych na ochronę „czci zewnętrznej” jednego polityka można uznać za racjonalne gospodarowanie publicznymi pieniędzmi?
Jeszcze większe wątpliwości budzi fakt, że w części spraw sądy miały wskazywać, iż Urząd Marszałkowski nie był podmiotem uprawnionym do występowania w postępowaniach, które finansował. Jak można jednak przypuszczać ochrona własnego wizerunku i czci zewnętrznej były dla Elżbiety Anny Polak w ostatnich latach jej marszałkowania najważniejsze, bowiem bez tego skok do parlamentu mógłby okazać się utrudniony, czy wręcz niemożliwy.
Dla wielu mieszkańców województwa lubuskiego taka skala wydatków na prywatne batalie prawne brzmi jednak jak ponury żart. Zwłaszcza gdy mowa o sporach dotyczących ochrony dobrego imienia polityka, za co rachunek ostatecznie trafia do podatnika jednego z najbiedniejszych regionów w kraju. Myśli tak nie jeden Lubuszanin i nie jeden Polak, ale czy myśli Elżbieta Anna Polak?
