Co powiedział Sienkiewicz o Stanowskim i czego „nie zrobili”?
Bartłomiej Sienkiewicz w wypowiedzi radiowej oświadczył, że w Polsce powstała nowa siła – „partia Kanał Zero” / „partia Stanowski”, która spaja cały obóz opozycyjny, i to z nią obecnie zderzają się politycy rządzący, a nie z tradycyjnymi liderami partyjnymi.
Dalsza część tekstu pod wideo.
W tej samej wypowiedzi z ust Sienkiewicza padły kluczowe słowa: „nie zrobiliśmy tego”. Chodziło o pierwsze półrocze po wyborach z 2023 roku, kiedy – według oceny Sienkiewicza – społeczeństwo dało rządzącym ciche przyzwolenie słowami:
„załatwicie to, może to nie będzie ładne, my na chwilę odsuniemy głowę na bok, ale załatwicie to, żeby to nie wróciło”.
Mówiąc o niepowodzeniu, Sienkiewicz przyznał się do porażki w pełnym domknięciu systemu medialno-politycznego.
Miłosz Lodowski odpowiada na te słowa bezkompromisowym komentarzem:
„Nie zrobiliśmy tego – czego nie zrobiliście bydlaki? Czego nie zrobiliście? Co dokładnie miało być załatwione? Jak sobie wyobrażaliście tę demokrację polską po waszym przejęciu?”
Lodowski pyta wprost, dlaczego po latach rządów przykładem procesu zatrzymującego domknięcie tego układu stało się właśnie prywatne medium internetowe.
Stanowski nie jest „zbawcą demokracji”, ale stawianie go jako wroga mówi wszystko o kondycji państwa
Jak podkreśla Lodowski, Krzysztof Stanowski nie jest żaden zbawcą polskiej demokracji, a Kanał Zero nie jest medium idealnym. Stanowski to były dziennikarz sportowy i przedsiębiorca, który krok po kroku – od portalu Weszło, przez radio Weszło FM i Kanał Sportowy, po Kanał Zero – budował własne przedsiębiorstwo medialne.
Jednak sam fakt, że Sienkiewicz – człowiek z samego szczytu aparatu państwowego i służb – stawia dziennikarza sportowego w roli głównego wroga politycznego, mówi wszystko o katastrofalnej kondycji polskiej demokracji. Pokazuje to, że rządzący każdą niezależną weryfikację swoich działań traktują jako wrogą działalność opozycyjną. Gdy władza napotyka zdecentralizowany internet i brak możliwości wyłączenia medium jednym telefonem, wpada w systemowy strach.
Czym Bartłomiej Sienkiewicz wsławił się w przeszłości?
Postać Sienkiewicza nie jest w tej historii przypadkowa – to człowiek twardego aparatu państwowego i pogranicza państwa i służb specjalnych. Od 1990 roku był współtwórcą Urzędu Ochrony Państwa (UOP), funkcjonariuszem w randze podpułkownika oraz analitykiem Ośrodka Studiów Wschodnich.
Jako szef MSW i koordynator służb specjalnych stał się bohaterem nagrań z restauracji „Sowa & Przyjaciele”. Rozmowa z prezesem NBP Markiem Belką o politycznym wsparciu budżetu oburzyła opinię publiczną wulgarnym językiem i obrazem „państwa teoretycznego”. Zasłynął też groźbami pod adresem kibiców („Idziemy po was”).
Wreszcie, jako teoretycznie minister kultury, powołując się na uchwałą Sejmu odwołał władze TVP, Polskiego Radia i PAP, wyłączył sygnał TVP Info i postawił spółki w stan likwidacji. Działania te, podsumowane jego słynną frazą „walec nie dyskutuje z asfaltem”, wywołały masowe zarzuty złamania Konstytucji i ustaw. Bartłomiej Sienkiewicz był również krytykowany za wielomilionowe umowy doradcze ze spółkami Skarbu Państwa (m.in. Orlenem w latach 2003-2013).
Co mówią słowa Sienkiewicza padające w obecności milczących dziennikarzy?
Sienkiewicz wygłosił swoją tezę o „partii Stanowski” w studiu radiowym, przy braku jakiejkolwiek krytycznej reakcji ze strony prowadzących dziennikarzy.
To milczenie stanowi świadectwo degradacji tradycyjnego dziennikarstwa. Dziennikarze tzw. mainstreamu, zamiast pełnić rolę „gatekeeperów” i rozliczać władzę, stali się biernymi obserwatorami lub wręcz uczestnikami politycznego meczu po jednej ze stron. Właśnie dlatego miliony odbiorców odwróciły się od starych redakcji na rzecz twórców internetowych, u których szukają autentyczności i bezkompromisowego patrzenia władzy na ręce.
Polska demokracja „kiśnie”, gdy rządzący traktują wolność słowa i wolny rynek mediów jako zagrożenie dla swojego monopolu, a instytucje państwowe próbują tworzyć szczelną „kopułę” informacyjną chroniącą ich przed krytyką.
Główny wniosek z analizy Miłosza Lodowskiego brzmi jednak krzepiąco: systemu nie da się już domknąć tak łatwo jak 20 lat temu. Dzięki technologii, smartfonom i zdecentralizowanemu internetowi żaden minister ani pułkownik nie może jednym ruchem uciszyć krytyki. Nie chodzi o śpiewanie zachwytów nad Krzysztofem Stanowskim, ale o obronę mechanizmu, który pozwala na pojawianie się kolejnych niezależnych głosów – z lewej, z prawej czy spoza polityki – których żadna władza nie zdoła wyłączyć.
