Lawinowy wzrost zwolnień psychiatrycznych
Dane dotyczące zwolnień lekarskich z powodu problemów ze zdrowiem psychicznym są niepokojące. W ubiegłym roku lubuscy lekarze wystawili 46,2 tys. zaświadczeń e-ZLA związanych z zaburzeniami psychicznymi. Przełożyło się to na 915,8 tys. dni nieobecności w pracy. Jeszcze bardziej wymowna jest dynamika zmian. W ciągu pięciu lat liczba zwolnień psychiatrycznych wystawianych rocznie w województwie lubuskim wzrosła o ponad 50 proc.
Najczęstszymi powodami niezdolności do pracy są reakcje na długotrwały stres i zaburzenia adaptacyjne. Kolejne miejsca zajmują zaburzenia lękowe oraz depresja.
34 miliony dni na zwolnieniach w całej Polsce
Problem zdecydowanie wykracza poza województwo lubuskie. Według danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych z powodu zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania Polacy spędzili w ubiegłym roku na zwolnieniach lekarskich 34,1 mln dni. Rok wcześniej było to 30,3 mln dni. Wzrost jest więc wyraźny.
ZUS wskazuje, że wynika on zarówno z rzeczywistego pogorszenia kondycji psychicznej części społeczeństwa, jak i z większej gotowości do szukania pomocy specjalistycznej oraz korzystania ze zwolnień lekarskich z tych powodów. Depresja przestała być tematem tabu.
Coraz więcej osób mówi otwarcie o swoich problemach i decyduje się na leczenie. To pozytywna zmiana. Nie wyjaśnia jednak aż tak gigantycznej skali obserwowanego wzrostu.
Wypalenie zawodowe i życie w permanentnym stresie
Jedną z przyczyn coraz częstszych problemów psychicznych jest wypalenie zawodowe. W wielu przypadkach wiąże się ono z nadmiernym obciążeniem obowiązkami, brakiem równowagi między pracą a życiem prywatnym oraz złymi relacjami w miejscu zatrudnienia.
Praca, która powinna dawać poczucie stabilizacji, dla części ludzi staje się źródłem przewlekłego stresu.
Presja wyników, konflikty, niepewność i przeciążenie obowiązkami mają swoją cenę. Czasami płaci się za nie zdrowiem.
Ponad 900 tys. dni zwolnień psychiatrycznych w jednym województwie i 34,1 mln w całej Polsce to liczby, których nie można sprowadzić do statystyki ZUS. Za każdą z nich stoi człowiek, który z jakiegoś powodu nie jest w stanie normalnie funkcjonować zawodowo a często i po prostu życiowo.
A co na to politycy?
Jest jeszcze jeden aspekt tej sytuacji. Politycy, którzy każdego dnia współtworzą atmosferę życia publicznego, zdają się nie dostrzegać związku między poziomem społecznego napięcia a kondycją psychiczną obywateli.
Agresja, nieustanne konflikty, wzajemne oskarżenia i podsycanie emocji stały się stałym elementem debaty publicznej. Trudno oczekiwać, że taki klimat pozostanie bez wpływu na społeczeństwo.
Kiedy politycy zaczną poważnie rozmawiać o zdrowiu psychicznym Polaków? Kiedy zamiast kolejnych konfliktów pokażą, jak rozwiązywać spory i szanować przeciwnika?
Państwo nie odpowiada za wszystkie problemy psychiczne swoich obywateli. Politycy mają jednak wpływ na jakość debaty publicznej. I mogliby zacząć od siebie. Dać przykład.
Czuję się jak głos wołającego na pustyni, ale wołać trzeba! Zanim jednak politycy się otrząsną – o ile w ogóle to kiedykolwiek nastąpi – można mieć do nas wszystkich tylko jedną prośbę:
Bądźmy dla siebie bardziej łaskawi!
