Zysk NBP, czyli liczba „–35,7 mld zł” pokazująca stratę wygląda groźnie, dobrze brzmi w nagłówkach i jeszcze lepiej nadaje się do politycznego okładania przeciwnika. Problem polega na tym, że w przypadku banku centralnego taka interpretacja prowadzi na manowce.
Księgowość, która nie przypomina zwykłej firmy
Podstawowym zadaniem banku centralnego jest utrzymanie stabilności cen i bezpieczeństwa systemu finansowego.
Bank centralny nie działa jak przedsiębiorstwo. Nie produkuje towarów, nie konkuruje na rynku i nie ma maksymalizować zysku. Jego podstawowym zadaniem jest utrzymanie stabilności cen i bezpieczeństwa systemu finansowego. To oznacza, że jego bilans trzeba czytać zupełnie inaczej niż sprawozdanie piekarni czy fabryki.
Kluczowa sprawa to rezerwy walutowe. Bank centralny trzyma ogromne zasoby w dolarach, euro oraz złocie. To są realne aktywa – fizycznie istnieją, nikt ich nie „wyprowadził”, nie zniknęły. Jednak ich wartość w sprawozdaniu liczona jest w złotówkach. I tu zaczyna się cała „magia”.
Kiedy złoty się umacnia, te same dolary czy euro – choć nadal są na koncie – po przeliczeniu na złotówki wyglądają na mniej warte. Powstaje księgowa strata. Papierowa, a nie realna.
To dokładnie ten sam mechanizm, co przy mieszkaniu. Jeśli ktoś kupił je za 500 tys. zł, a rynek wycenia je dziś na 450 tys., pojawia się „strata” 50 tys. Tyle że mieszkanie nadal stoi i nikt niczego nie stracił, dopóki nie sprzeda. Bank centralny swoich rezerw nie sprzedaje, więc ta strata nie materializuje się w rzeczywistości gospodarczej.
Drugi poziom: koszt walki z inflacją
System bankowy w Polsce od lat ma nadpłynność, czyli nadmiar gotówki. Gdyby te pieniądze swobodnie trafiły na rynek, napędziłyby inflację.
Jeszcze ważniejszy – i rzadziej tłumaczony – jest drugi mechanizm. Polski system bankowy od lat ma nadpłynność, czyli nadmiar gotówki. Gdyby te pieniądze swobodnie trafiły na rynek, napędziłyby inflację.
Dlatego bank centralny musi tę płynność „ściągać”. Robi to poprzez emisję bonów pieniężnych – w praktyce oferuje bankom możliwość bezpiecznego ulokowania środków na określony procent. Banki korzystają, bo to dla nich pewny zysk.
Ale dla banku centralnego oznacza to koszt. Realny, liczony w miliardach złotych odsetek wypłacanych bankom komercyjnym.
I tu pojawia się paradoks, który często umyka w publicznej dyskusji: im skuteczniej bank centralny walczy z inflacją i sterylizuje nadmiar pieniądza, tym większe ponosi koszty i tym gorszy pokazuje wynik finansowy. To nie jest dowód porażki, tylko często efekt skutecznego działania.
„Zysk NBP” i porównywanie nieporównywalnego
Właśnie dlatego utożsamianie straty banku centralnego ze „złym zarządzaniem” albo „złą kondycją gospodarki” jest błędem kategorialnym. To tak, jakby oceniać straż pożarną przez pryzmat zużycia wody. Im większy pożar, tym więcej wody trzeba użyć. Czy to znaczy, że strażacy działają źle?
Bank centralny nie ma zarabiać. Ma stabilizować system. Jeśli robi to w trudnych warunkach – wysokiej inflacji, dużej nadpłynności, zmiennych kursów walut – jego wynik księgowy może być ujemny.
Wątek SAFE i manipulacja uproszczeniem
Na tym tle pojawia się spór o tzw. „polski SAFE” i pomysł finansowania go z „rynkowego przyrostu wartości złota” w rezerwach. Brzmi atrakcyjnie: skoro złoto drożeje, to „zarabiamy”, więc można te środki przeznaczyć na nowe projekty.
Tyle że to znów operowanie kategoriami księgowymi, a nie realnym przepływem pieniądza. Wzrost wartości złota w bilansie to w dużej mierze efekt wyceny, a nie gotówka leżąca na stole. Aby ją „wydać”, trzeba by aktywa sprzedać albo przeprowadzić operacje, które wpływają na stabilność finansową i politykę pieniężną.
W praktyce oznacza to, że prosty przekaz: „NBP ma stratę, ale jednocześnie może finansować wielkie programy z zysków na złocie” opiera się na mieszaniu dwóch porządków – księgowego i realnego. To wygodne politycznie – proszę zgadnąć dla kogo – ale wprowadza opinię publiczną w błąd.
Dwie różne księgi
Cały problem sprowadza się do jednego: bank centralny funkcjonuje według logiki, która nie przystaje do intuicji wyniesionych z życia codziennego czy biznesu. W jego bilansie obok siebie stoją wyceny walut, operacje sterylizacyjne i koszty polityki pieniężnej.
Kto próbuje czytać to jak rachunek zysków i strat zwykłej firmy, ten siłą rzeczy dochodzi do błędnych wniosków. To są dwie różne księgi – i dwa różne światy.




![🎧 Marek Poniedziałek: naprawdę zostałem ruską onucą [FELIETON] 5 Marek Poniedziałek: naprawdę zostałem ruską onucą [FELIETON]](https://prostyzprawej.pl/wp-content/uploads/2026/04/marek-poniedzialek-media-sdp-750x375.jpg)











![🎧 Inflacja „superbohaterów” [FELIETON] 17 Inflacja „superbohaterów” [FELIETON]](https://prostyzprawej.pl/wp-content/uploads/2026/03/SUPERBOHATER-120x86.jpg)

